piątek, stycznia 02, 2015

Rozszerzanie diety niemowlęcia. Na naszym przykładzie. 6 miesiąc życia dziecka.

Każda mama wie najlepiej co jest dobre dla jej dziecka, więc od początku nastawiam Was na to, że nie trzymałam się tak do końca książkowych wytycznych. ;)


U nas rozpoczęliśmy rozszerzanie diety tydzień przed ukończeniem 6 miesiąca. Oskarek ciągle patrzył na jedzenie, był to dla mnie znak, że to już. Karmię piersią na żądanie i zamierzam karmić jeszcze długo, a co, jak można to czemu nie :)

Zacznijmy od krzesełka. My wybraliśmy, z resztą, za namową fanów z FP z Facebooka najprostszą Antylopę z Ikei i jak na razie jesteśmy z niego bardzo zadowoleni. Wszystko można łatwo umyć i jest bardzo łatwe do montażu/demontażu, można je zabrać ze sobą np. do dziadków :D

Talerzyk, a w zasadzie miseczka, bo z talerzykami spieszyć się nie trzeba, wystarczy jedna, spokojnie. Łyżeczki, takie które nie mają głębokiej komory, dlatego, że dziecko zbiera i tak tylko to co wystaje ponad łyżeczkę. ;)

Dobry śliniak, rolowany z kieszonką, my mamy coś takiego --> TUTAJ 
Dobrym rozwiązaniem jest też fartuszek do jedzenia ---> TUTAJ mamy taki bez rękawków, muszę się zdecydowanie rozejrzeć za takim z rękawkami, bo nie dopiorę :P

Ze spraw organizacyjnych jeszcze chciałam napisać Wam, że ważną kwestią dla mnie przed rozszerzaniem diety, było nauczenie się zasad pierwszej pomocy niemowlęciu, w przypadku zakrztuszenia, aby najzwyczajniej w świecie nie znaleźć się z przysłowiową ręką w nocniku. Przydało się już nie raz! Polecam, bo warto. Jeśli bardzo będziecie chcieć, może uda mi się namówić kogoś wyspecjalizowanego na taki wpis.

Początki

Na pierwszy rzut poszedł kawałeczek dyni, uduszonej w niewielkiej ilości wody. Tak, dyni, nie marchewki :)
Dynia była z ogródka od dziadków, piękna, smaczna i zdrowa. 
Zblendowałam ten kawałeczek wielkości 3x3 cm z odrobiną wody, w której się gotowała. Zjadł, a może nawet nie zjadł nic ;) ale poznał smak czegoś innego niż mleko mamy, uznałam to za sukces, że w ogóle otworzył buzię :D

Później była marchewka, również blendowana. Następnie mixy buraczek z dynią, buraczek z marchewką, banan z dynią, dynia z jabłkiem. Raz przygotowywane na parze, raz w garnku z niewielką ilością wody plus pół łyżeczki kaszy manny albo łyżka kaszy jaglanej. Kasza manna zawiera gluten więc można dodawać do obiadków jej niewielkie ilości, nie będzie trzeba gotować jej osobno.
Wiem, powinno się dawać dziecku każdy smak kilka razy pod rząd, ale ja tak nie robiłam, bo Oskar nie chciał patrzeć na to samo dnia kolejnego, ot taki degustator mi się trafił :D

Moje dziecko umiłowało sobie również mandarynki, które wg zasad BLW można podawać po 6 miesiącu, więc po około 2 tygodniach od rozpoczęcia rozszerzania diety moje dziecko dostało kilka kropel soku z owej mandarynki, nie uwierzycie jak mu smakowała! Później nie dawał mi samej zjeść mandarynki, musiałam się dzielić z nim i już :) 

Teraz kiedy skończył już prawie 7 miesięcy wyciąga rączki po jedzenie, kiedy ja jem to on też musi, najlepiej to co mama ;) (często na szczęście udaje mi się go oszukać, nie mniej jak jem ja to i Oskarek ładniej je)

Przez ten miesiąc nasze dziecko spróbowało:
  • dynię
  • marchewkę
  • buraczka czerwonego
  • brokuła
  • ziemniaka
  • cukinię
  • banana
  • jabłko 
  • gruszkę
  • mandarynkę
  • kaszę jaglaną
  • kaszę mannę
  • płatki jęczmienne
Piszę spróbowało, dlatego, że tylko raz zjadł całą porcję dyni z jabłkiem, nie wiem czemu wtedy tak wcinał, ale aż popychał moją dłoń żebym Go szybciej karmiła. (Może to zasługa Cioci Wioli, która była wtedy w odwiedzinach? :D) wczoraj była też zupka z brokuła i dyni, też była smaczna, zajadał się aż się trząsł :D
Uwielbia także skórkę z chleba, sama je piekę dlatego nie boję się mu go dać, wiem co w nich jest ;) 

Próbowałam BLW, na prawdę chciałam i nie chodzi tutaj o brak zębów, bo dziąsła są genialne do gryzienia, na prawdę! BLW chyba nie jest jak na razie na moje nerwy, Oskar odgryza duże kawałki i chce je od razu połknąć i połyka.. Więcej muszę Go ratować, niż siedzi w krzesełku..

Do obiadków, bo jak do tej pory wprowadzam jeden stały posiłek plus ciągle karmienie nż, nie codziennie ale tak np. co drugi dzień herbatka z kopru włoskiego, herbatka z rumianku, własnoręcznie zrobiony sok np jabłkowy, bo to jeszcze niby sezonowe, choć i tak może już nawet nie bardzo..

Słoiczki rzucam w kąt, tak samo jest z kupnymi sokami, nie wiem co w nich jest i nie mam siły się zastanawiać. Mam warzywa z ogródka, jakbym nie miała szukałabym u kogoś, kto je ma. Dziecko "zjada" na prawdę niewielkie ilości. Można kupić od rolnika trochę warzyw, pokroić je, porobić porcje do woreczków i zamrozić. Większe prawdopodobieństwo, że się nie zepsuje, pasteryzacja w słoikach jest trochę niepewna. 

Soli i cukru nie dodajemy do dań dla maluszków! Mają one więcej kubków smakowych niż my dorośli i uwierzcie, nie ma takiej potrzeby.

Wiele się zmienia, nawet po zjedzeniu niewielkiej ilości nowych pokarmów, zmieniają się przede wszystkim ilości wypróżnień przez malucha. Może być ich więcej, albo mniej. Trzeba obserwować, bo może być to objawem nie tolerowania jakiegoś produktu. Karmić nowościami należy dziecko do południa, ja staram się aby było to do 13, wtedy jestem w stanie wyłapać, czy coś nie zaszkodziło. Raz miałam sytuację, że zjadł koło 15 i noc była ciężka. Dziękuję dziewczynom na FP, że zwróciły mi na to uwagę.

Na razie jesteśmy na tym etapie, następny taki post napiszę za miesiąc, kiedy to poznamy kolejne nowe smaki. :)

PAMIĘTAJCIE!

To rodzic decyduje co dziecko danego dnia zje, ale dziecko decyduje o tym ile tego zje. Nie wpychajmy na siłę, to są małe brzuszki i poza tym wciąż bardziej wolą mleczko ;)

Dodam także opis rozszerzania diety jednej z fanek na fanpejdżu FB:


"(..) Od urodzenia karmię piersia. Dietę zaczęłam rozszerzać jak Lila miała 5,5 miesiąca. Słoiczki jadła przez 3 dni, później zaczęła nimi pluć. Siedzę z nią w domu, mam czas więc zaczęłam sama gotować. Gotowałam i blendowałam na papkę. Przez tydzień. Zaczęła pluć. Dwoiłam się i troiłam żeby cokolwiek jadła. Po tygodniu kombinacji powiedziałam: dość. Żadnych papek. 
Teraz Lila skończyła 7 miesięcy. I nie ma dla niej rzeczy niemożliwych. Ryż, kasza, ziemniaki, makaron, mięso warzywa wszystko to kroję na małe kawałki i podaję młodej. Nie mam żadnego problemu z jedzeniem. Tylko owoce dostaje ze słoiczków. Bo teraz nie ma nic dobrego co można by jej dac.(..)
A co glutenu. Nie wprowadzałam jakoś specjalnie. Do kaszki na wieczór łyżeczkę kaszki z glutenem. Dwa razy w tygodniu. Po dwóch tygodniach dostała kaszke zbożowa z glutenem i nic jej nie było. Teraz już wycina wszystko."


1 komentarz:

  1. "To rodzic decyduje co dziecko danego dnia zje, ale dziecko decyduje o tym ile tego zje"- Święta prawda! Nie wpychajmy dziecku na siłę...

    OdpowiedzUsuń

Wszystkiego smacznego

Copyright © Gotuj i Mieszkaj , Blogger